partyzantka marta

taka noc nad madrytem
partyzanci zebrali się w el laboratorio
smażyć marokański hasz

jestem tu z nimi marto, gdy ty
w odległym berlinie
podkładasz małe bomby
pod wielkie imperialistyczne gówno

za rok, za dwa tę dzielnicę
zamienią buldożery w marmurowe piekło
błyszczących miedzianych detali
kobiety wdzieją bezmyślne ciała
a zmęczeni po pracy mężczyźni
będą lizać ich słone łechtaczki

baskijskie ska w tę ciepłą
zimową noc unosi nas nad madrytem
tańczymy skaczemy opadamy
na grunt, na ziemię
w faszystowskie błoto

m.970301.madryt

Parę lat temu byłem w Madrycie i napisałem kilka wierszy o moich hiszpańskich znajomych, główną bohaterką tego cyklu była moja przyjaciółka Marta. Kuchnią raczej się nie zajmowała, natomiast lubiła knuć przeciwko zjednoczonym siłom globalnego kapitalizmu. Była radykalna i jak my wszyscy nieco naiwna, w każdym razie słoneczna Hiszpania była dla niej jednym z najbardziej przegniłych ośrodków faszystowskiej finansjery. Dzisiaj pierwszy wiersz z tego cyklu, na pewno będą następne, bo będziemy przecież wracać do doskonałej kuchni iberyjskiej. Aha, akcja rozgrywa się na squacie "El laboratorio" - nie wiem, czy jeszcze tam działa, w każdym razie nie podejrzewam, żeby tę dzielnice rozjechały buldożery. Póki co zapraszam na gaspacho >> [28.08.2001]
: : << poprzedni : : : : następny >> : :