: : << poprzedni : : : : następny >> : :
   
PODRÓŻ KULINARNA :M:I:A:M:I:
   

[30.12.2005] Niezbyt była to podróż kulinarna, między innymi dlatego, że natychmiast się przeziębiłem, a z katarem i bólem gardła to wielki apetyt przemija. Dla mnie, delikatnego poety z kraju o wspaniałym, umiarkowanym klimacie Miami przygotowało monstrualną maszynę tortur - zabójcza i wszechobecną klimatyzację, która sprawia, że co chwilę przechodzi się 15-stopniową zmianę temperatury otoczenia. Dzięki niej właśnie zaczęto rozpoznawać mnie w aptece niedaleko hotelu jako stałego bywalca. No więc ponieważ nie rozpoznawano mnie w gwarnej kubańskiej restauracji, tylko w narożnej aptece, to moja relacja kulinarna z Miami dotyczyć będzie tego, co z rzeczy jadalnych poznałem tam najlepiej, czyli leków na przeziębienie - jak smakują, jak się je połyka, jak wyglądają, ile kosztują.

   

1. Kupiłem na początek Severe Cold & Flu Maximum Strength (3.79 $), zgodnie z informacją na opakowaniu lek o maksymalnej mocy, nie mam pojęcia co w nim jest (3 enigmatyczne czynne składniki oprócz paracetamolu) ale powoduje, że niewiele się czuje, przechodzą wszelkie dolegliwości, a nawet więcej i generalnie można głównie zajmować się snem. Smak niezwykle gorzki, trzeba mieć wodę w pogotowiu, żeby szybko zalać i połknąć. Mimo, iż tabletka duża, to dobrze się ją połyka, kolor seledynowy i ładnie wytłoczony mały, tajemniczy napis "L 530".

   
2. Oczywizm witamina C - 500 mg, czyli 9-krotne dzienne zapotrzebowanie człowieka w jednej tabletce, razy 150 tabletek za jedyne 2.69 $ - chyba 10 razy taniej niż w Polsce. Smak kwaśny, chociaż tabletka tak jest plastikowa w powłoce, że niewiele czuć, bardzo dobrze się ją połyka, chociaż spora.
   
3. Ponieważ z moich dolegliwości na prowadzenie wyszedł katar, a musiałem być w ciągu dnia w bardzo dyspozycyjnej formie, postanowiłem zaopatrzeć się w specjalistyczny lek. Sudafed Pe Nasal Decongestant Maximum Strength (7.99 $) to małe czerwone tabletki o zdumiewającej mocy - silny katar przechodzi zupełnie już jakieś 30 minut po połknięciu i do następnego przyjęcia (odstępy 4-godzinne) nie powraca. Dodatkowym bonusem jest fakt, że owe 4 godziny pomiędzy tabletkami upływają bardzo miło, nie do końca wiadomo co się dzieje wokoło. Być może mieszałem go z Severe i to powodowało ten lekki trip. Tabletki te są bardzo malutkie z wytłoczonym napisem "WL 80" (chociaż na rysunku na opakowaniu jest ładniejszy napis "PE"), kolor intensywnie czerwony, smak gorzki, ale niewiele czuć, szybko się połykają.
   
4. Kolejna wizyta w aptece to gardło, tym razem poprosiłem o coś bez napisu "Maximum Strength" na opakowaniu i dostałem Throath Discs, tabletki do ssania o brzydkim kolorze i piękącym, silnie chemicznym, niezbyt przyjemnym smaku, który na długo pozostaje w ustach, jakby po wypiciu tabasco.
   

Poza tym, Miami Beach, coż, ja pływać w ogóle nie umiem, otwartej wody się boję, o desce oczywiście nie ma mowy, w ogóle nie rozumiem, jak to działa, co najwyżej na ocean mogę chwilę popatrzeć, najchętniej nocą (fale są piękne i zastanawiająco uparte), więc z założenia jestem tego typu miejscom jak Miami Beach nieprzychylny. Na lotnisko jechałem o świcie (wstawać w nocy nienawidzę), padał piękny warszawski śnieg, z którym rozstanie było bolesne, bo kocham śnieg (i mróz). I wciąż czując na policzkach ten miękki chłodny puch wysiadam z samolotu skatowany kilkunastogodzinnym lotem wprost w objęcia przeźroczystej, wilgotnej, ciężkiej, gorącej i śmierdzącej substancji - powietrza Florydy. No nie lubię upałów, nie lubię upałów, a upały w grudniu to jest po prostu świństwo.

Ale żeby nie wyjść na marudera, to już na jedzenie nie będe narzekać (chociaż wiadomo jak jest w USA :)), niedługo opublikuje tu przepis na wspaniałe śniadaniowe danie Eggs Benedict, oraz trochę zdjęć z tej podróży.

   
: : << poprzedni : : : : następny >> : :