PODRÓŻ NIEKULINARNA
:s:z:t:o:k:h:o:l:m:
 

[11.03.2003] Wróciłem ze Szwecji absolutnie zatruty i ze skłonnością do wegetarianizmu. Zniszczyło mnie tam słynne skandynawskie köttbullar, czyli kuleczki z mielonego mięsa. To potworne świństwo naiwnie zakupiłem w supermarkecie i za ten grzech musiałem zapłacić wysoką cenę. Niby nigdy mi się nie zdarza kupować gotowego żarcia w sklepach, ale tutaj w ramach doświadczeń krajoznawczych się skusiłem, nigdy więcej!
Ciekawe, że jedzenie w Szwecji jest raczej generalnie pozbawione finezji. Istnieje duża obfitość produktów spożywczych zrobionych jakby z jednego koncentratu smakowego, którego najdoskonalszym objawieniem są liczne pasty rybne, kawiorowe itp. sprzedawane w tubkach. Dokładnie ten sam smak kilku konserwantów i kilku wzmacniaczy smaku można odkryć w przetworach ze śledzi, a nawet w serku topionym! Wszystkie te rzeczy są smaczne dokładnie do połowy pierwszej kanapki, tak więc pod koniec pobytu jadłem już głównie żółty ser i maślane ciasteczka.
W Szwecji generalnie jest drogo i dotyczy to także jedzenia, w najlepszym razie artykuły spożywcze są dwukrotnie droższe niż u nas. Co gorsza - rzeczy najtańsze są tam droższe parokrotnie (na przykład tanie warzywa, chleb itp.), nie dotyczy to oczywiście puszek tuńczyka, które można kupić nawet za 2 zł (zwrotna puszka!). Tak więc realizacja diety 5-złotowej w Sztokholmie jest zupełnie niemożliwa, obawiam się, że trzeba tam wydawać około 15-20 zł dziennie żeby w cywilizowany sposób się odżywiać.
Do Polski przywiozłem niewiele ciekawego jedzenia, kilka rodzajów ciasteczek maślanych i pierniczków (pepparkakor), duńskie marmolady, pieczywo Vasa (mają dużo więcej rodzajów niż jest u nas) i herbatkę lukrecjową. Najbardziej jestem szczęśliwy z tej herbatki.

 
: : << poprzedni : : : : następny >> : :