: : << poprzedni : : : : następny >> : :
       

:b:u:ł:e:c:z:k:i:::z:i:o:ł:o:w:e:
   
 
[01.07.2004] Warszawski Rakowiec, wracam wieczorem z pracy, już tylko osiedlowy spożywczak czynny do 22 jest otwarty, chcę niewiele, chcę zjeść parę kanapek na kolacje. Na półkach stan wojenny, wojna polsko-ruska: kilka bochenków chleba baltonowskiego, wyrobu którego już na szczęście tyle lat nie miałem w ustach, ze wspomnienie jego obrzydliwej konsystencji i smaku skomponowanego z jakiś polepszaczy, spulchniaczy i innego chemicznego badziewia, powoli zaciera się w mojej pamięci, nawet muszę wykonać pewien umysłowy wysiłek, żeby w ogóle ten niesmaczny żart piekarnictwa zliczyć jako jeden z chlebów oferowanych tutaj na sprzedaż. Dalej kilka sztuk buły wrocławskiej, kwintesencji bułowatości, niewyraźności, nieokreśloności, rozpadalności i ściemniania, ewentualnie jestem w stanie uwierzyć w jej wartość kulinarną w roli spodu do grzanki, albo po wysuszeniu półproduktu do knedli, ale naprawdę nie wyobrażam sobie, żebym mógł tego użyć do sporządzenia kanapki na surowo. No i trochę bułeczek, a konkretnie ze 30 kajzerek, które do jedzenia przestają się nadawać już 60 minut po opuszczeniu pieca (a nigdy tak szybko nie trafiają na stół) i 3 oszukane grahamki, pochodzące zresztą z tej samej piekarni co połowa "swieżego" pieczywa w tym mieście i to naprawdę strasznej piekarni, a że są oszukane i że wcale nie są z grahamu jest dla mnie zupełnie oczywiste - buła bułowata i kilka otręb sypniętych dla zmyły. No i na końcu niewielki asortyment chemiofoliaków, czyli konserw pieczywowych, tutaj terminy (nie)przydatności do spożycia są naprawdę długie, tak jak długa i zaskakująca potrafi być liczba składników tych wyrobów. Przechodzi mnie nieprzyjemny dreszcz, gdy zadaję trudne ćwiczenie mojej wyobraźni i staram się dostrzec siebie samego, we własnej kuchni, jak odpakowuję taką foliową konserwę, a potem plastry tego brązowego i chropowatego pokrywam świeżym masłem, a potem.... brrrr, otrząsam się.

  Tak - chleb może być problemem. Przemysłowo wytwarzane pieczywo jest przerażającej jakości: pomimo całej chemii, którą jest naszprycowane bardzo szybko i niesmacznie się starzeje, jest niezdrowe, gdyż bardzo mało piekarni robi prawdziwe razowce, w większości przypadków są to podróby i namiastki wyrabiane z różnych małowartościowych mącznych mieszanek, zabarwiane i podsypane jakimiś ziarenkami. I już czysto praktyczne utrapienie - polski chleb rozpada się następnego dnia po kupieniu, nieraz ukrojenie kromki w całości wymaga wirtuozerii i najlepiej elektrycznego noża. Pewnym ratunkiem jest ostatnio popularny ciemny chleb z Litwy, bardzo dobry, jednak jego kminkowy, wyraźny smak jest tak mocny, że codzienne jego jedzenie szybko się nuży, ja sięgam po niego bardzo chętnie, ale nie za często.

Prawdziwy, pełnowartościowy razowiec na zakwasie to rzecz, na którą trzeba niestety polować po sklepach ze zdrową żywnością, już się do tego przyzwyczaiłem, że muszę do odpowiedniego sklepu po konkretny chleb iść na przykład we wtorek, bo dostawy są raz na tydzień. Perwersyjnym polecam legendarny bazar na Polnej, tam za 15 zł za kilogram można kupić rewelacyjne pieczywo, ale to naprawdę wstrząsająca cena dzisiaj w Polsce za chleb. Za to tam dostajemy już prawdziwy chleb - spokojnie przez tydzień może leżeć i cały czas będzie świeży, a jego smak z dnia na dzień będzie stawał się dojrzalszy, lecz cały czas tak samo dobry. Wyrabia się go ze świeżej razowej mąki (taka mąka nie może być długo przechowywana, bo traci witaminy i składniki odżywcze - warto o tym także pamiętać używając jej w domu), pochodzącej ze zboża z ekologicznych upraw i odpowiednio zmielonej. Ciasto ugniatają ludzkie ręce, a nie maszyna, co jak mi ostatnio powiedział doktor Magura Góralski jest niezbędne, aby do chleba przekazać energię Czi z dłoni piekarza. Takiego wspaniałego razowca sami zapewne nie upieczemy, ale bez trudu w zwykłym piekarniku możemy zrobić bułeczki drożdżowe, o przeróżnych smakach. To jest niezła alternatywa dla tych przemysłowych podróbek chleba i dla luksusowego pieczywa ekologicznego - może nie jest to kuchnia ekspresowa, ale na pewno bardzo tania i zdrowa (o ile użyjemy dobrej mąki z pełnego przemiału). Polecam zrobić na zapas więcej - po ostygnięciu można część zamrozić na później - dobrze się przechowują. Możemy też urozmaicać liczbę dodatków, ziół, czy orzechów, pestek jakie użyjemy do przygotowania tych bułeczek. Można też spróbować upiec je z mąki żytniej. [ten przepis opublikowałem też w Citymagazine]
     
składniki:
1/2 kg mąki razowej pszennej (typ 2000)
50 g drożdży
1 łyżeczka cukru
1/2 szklanki mleka
1/2 szklanki śmietany (18%)
6 łyżek oliwy
przyprawy do wyboru i ułożenia kompozycji własnej: cebula, koperek, szczypiorek, pietruszka, bazylia (zioła świeże), zmielone ziarna kolendry, kopru włoskiego (ew. kminku), sól, pestki słonecznika, dyni (w przypadku dyniowych bułeczek ciekawie jest też zastąpić połowę oliwy olejem z pestek dynii), ew. orzechy według własnej wyobraźni, można też dodać otręby, a użyć mniej mąki.

1. Mąkę przesiać do miski (na przykład przez sito), zrobić wgłębienie i rozkruszyć do niego drożdże, dodać cukier, lekko ciepłe mleko, trochę zamieszać z mąką i odstawić przykryte ściereczką na 10 minut w ciepłym miejscu. Następnie dobrze zagnieść ciasto z dodatkiem oliwy i śmietany (ewentualnie dodać otręby), i znowu odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na 30 minut.
2. Ciasto wymieszać z posiekanymi ziołami, zmieloną kolendrą, pestkami. Jeśli używamy cebuli, to pokrójmy ją jak najdrobniej. Ciasto wraz z przyprawami dobrze wyrabiamy przez chwilę, tak, żeby odklejało się od ścianek miski. Następnie w dłoniach posypanych lekko mąką formujemy 12 kulek, nacinamy je od góry nożem na krzyż i posypujemy na wierzchu lekko mąką, można też dodać kminku.
3. Kulki układamy na dobrze natłuszczonej blasze i wstawiamy do nagrzanego piekarnika (200 C). Powinny być gotowe po 30 minutach - najlepiej jednak sprawdzić wbijając do bułeczki zapałkę - jeśli ciasto nie przykleja się do niej, to znaczy, że już można wyjmować.
Jeszcze ciepłe doskonale smakują posmarowane schłodzonym masłem, albo smalcem!

     
     
: : << poprzedni : : : : następny >> : :